Patronka szkoły

Irena Sendlerowa z domu Krzyżanowska urodziła się 15 lutego 1910 roku w Otwocku. Jej ojciec Stanisław Krzyżanowski był lekarzem, który leczył wielu ubogich, także Żydów. Widywała ich i znała dobrze. Ojciec, który zmarł na tyfus, działał w Polskiej Partii Socjalistycznej, a jego córka przed wojną była zaangażowana w lewicowy Związek Młodzieży Demokratycznej, później również w PPS. Obcy i obrzydliwy był jej antysemityzm – brała udział w protestach przeciwko gettu ławkowemu na uczelni.


Kiedy 5 listopada 1940 roku Niemcy utworzyli w Warszawie getto, izolując za 16 kilometrami 3-metrowego muru 450.000 Żydów, jasne było dla Ireny, że ludziom tym trzeba pomóc. Irena była społecznikowską duszą – pracowała w ośrodku pomocy społecznej i los prześladowanych i biednych nie był jej obojętny. Ta praca dała jej przepustkę do getta, gdzie przebywając nosiła na rękawie charakterystyczną gwiazdę Dawida.


Kiedy w 1942 roku powstała Rada Pomocy Żydom „Żegota”, Irenę, która nosiła pseudonim Jolanta, mianowano szefową wydziału ds. dzieci. I właśnie żydowskim dzieciom pomagała jak tylko mogła – przemycając je na aryjską stronę, ukrywając je u ludzi, w domach dziecka i klasztorach w Warszawie, Turkowicach i Chotomowie.

„Żegota” w latach 1942-1945 udzieliła pomocy kilkuset tysiącom Żydów. Pomagała finansowo około 4 tysiącom osób, zorganizowała 50 tys. fałszywych dokumentów i tysiące mieszkań dla ukrywających się, którym pomagała uciekać z gett i obozów, zwalczała szmalcowników, przerzucała uciekinierów ży-dowskich na Węgry.

„Jolanta” do getta wnosiła pieniądze, leki, żywność, a z getta wydobywała dzieci, stosując wszelkie możliwe, nieraz drastyczne metody. Dzieci były usypiane i jako zwłoki wynoszone na aryjską stronę w torbach na trupy, wywożone ambulansami ukryte pod noszami z chorymi, prowadzone kanałami lub tajnymi przejściami przez piwnice domów po obu stronach. Jednym z jej stałych przejść były podziemia dawnego gmachu sądu, który znajdował się na samym skraju getta.

Najpierw Irena ratowała sieroty, a potem postanowiła, że jeżeli inne dzieci pozostaną ze swoimi rodzinami, zginą. Odbywała więc trudne, często rozdzierające serce rozmowy z rodzicami i opiekunami, przekonując ich, że jedyna szansa przeżycia dla ich dzieci to droga na aryjską stronę. Zapewniała, że po wojnie dzieci powrócą do swoich prawdziwych rodziców, a ci Polacy, którzy zgodzą się na opiekę nad wywiezionymi z getta dziećmi, będą wiedzieli, że pomagają tylko czasowo. Rozstania były tragiczne, ale czas pokazał, że Irena Sendlerowa miała rację – po wojnie okazało się, że większość dorosłych z getta zginęła, najczęściej w Treblince.

Niemcy dowiedzieli się o jej pracy i aresztowali ją w październiku 1943 roku. Pawiak, gestapo na Szucha, tortury, połamane przez niemieckich oprawców nogi, wreszcie wyrok śmierci. Kiedy jechała na stracenie, w ostatniej chwili przez przekupienie niemieckich strażników wyrwała ją ze szpon gestapo „Żegota”.


Irena obudziła się porzucona – ale wolna! – na skraju drogi. Przeczytała potem o wykonaniu na niej egzekucji na obwieszczeniach rozwieszanych w miejscach publicznych. Powróciła do swojej wielkiej misji, działając już z ukrycia.

Irena Sendlerowa uważała, że to, co robiła w czasie wojny było czymś zupełnie naturalnym, żadnym bohaterstwem.